Irenko, możesz być sobą...





Wieści o Irenie i jej wspaniałej klasie obiegły dziś nasz kraj. Kim jest Irena? Nastolatką, która miała pecha urodzić się w społeczeństwie, dla którego od szczęścia, zdrowia i godności człowieka ważniejsze są procedury i ideologia. Jednocześnie, Irena jest nastolatką, która miała szczęście. Magdalena, mama Ireny zaakceptowała jej tożsamość. Koledzy z klasy Ireny szanują jej dwojaką odmienność: trans dziewczyny i osoby ze spektrum autyzmu. Media zauważyły problem i skutecznie go nagłośniły. System się ugiął.

Tak, Irena miała szczęście. Należy jednak zastanowić się, czy to, co widzimy jako szczęście Ireny nie jest jednocześnie patologią. Czy to, co możemy tylko podziwiać - postawę dzieci, uczniów z klasy Ireny - nie jest papierkiem lakmusowym dla obrzydliwości systemu w którym przyszło nam żyć?Obrzydliwości systemu stawiającego ideologię, papierologię, biurokrację ponad ludzką godność.

Sprawa Ireny przedostała się dzisiaj do tzw. medialnego mainstreamu. Poczytne gazety, portale wychwalają dzieciaki z jej klasy. Internauci w komentarzach zachwycają się dziecięcą czy raczej młodzieżową tolerancją, akceptacją i działaniem na rzecz jakości życia koleżanki z klasy. Ja też się zachwycam. Jestem wzruszona, że grupa nastolatków może wykazać się większą wrażliwością i mądrością, niż dorośli zasiadający na wysokich stanowiskach systemu polskiej edukacji. I przerażona ilością obrzydliwych, pełnych nienawiści słów, które także można znaleść pod artykułami...

I dlatego chcę Ci  powiedzieć, Irenko:
Irenko, masz prawo być Ireną. To nie jest ważne, jakie imię wpisano Ci kiedyś w dokumentację. Twoje stare imię, nadane Ci tuż po urodzeniu, to tylko pewna kulturowa rama. Urodziłaś się z "objawami", po których założono, że jesteś chłopcem. Jeżeli w tym momencie używam słowa "objawy" to brzmi jak patologia, prawda? Tak, to smutne i straszne, ale w społecznym dyskursie o tym, jak się czujesz, mówimy o tym dokładnie tak samo, jak o objawach raka i chorobach różnego typu... Dla Ciebie, "objawy bycia chłopcem" też są problemem. Problemem jest, gdy tak definiują, odbierają Cię inni ludzie. A Ty jesteś przecież dziewczyną, jesteś Ireną. Tak mówią do Ciebie Twoi przyjaciele, koledzy z klasy. Tak, dla Ciebie bycie chłopcem to problem. Ty jesteś dziewczyną. Mającą określone imię i teoretycznie zaakceptowaną tożsamość. I oto, nagle, u bram wyjścia ze szkoły podstawowej dowiedziałaś się, że nie możesz być Ireną. Przez lata, w ramach szkolnej struktury "tolerowano" Twoje prawdziwe imię. I nagle, wydarzenia związane z zakończeniem roku szkolnego, obnażają złudną ideę tej "tolerancji".

Drogi T. , który przez system szkolny zostałeś uznany za akceptowaną formę Ireny. Chociaż z punktu widzenia nauki Twoja tożsamość jest fikcją, to Ty miałeś zastąpić Irenę na szkolnej "tablicy pamiątkowej". Irena, mogła ewentualnie zdecydować, razem z mamą - o ewentualnym odejściu ze szkoły, tuż przed jej zakończeniem. I to formalnie, jako T., który wciąż jednak czuje, że jest Ireną. T., którym przecież tak naprawdę nigdy nie byłaś i o którego wykreślenie z dokumentów będziesz jeszcze długo, razem z rodzicami, walczyć przed sądem.

Kiedy myślałaś, że przynajmniej w szkole nie musisz już walczyć o swoją tożsamość, okazało się, że nie było miejsca dla Ireny na szkolnej tablicy pamiątkowej.

Droga Ireno. Drogi Tymku. Droga Kasiu, Aniu, Igorze, Tadeuszu...
Wszyscy my/wy, którzy jesteśmy/jesteście postrzegani jako ludzka fanaberia, moda na patologię,  ludzie nieheteronormatywni, ze spektrum autyzmu i niekoniecznie.

Wczoraj rano przeczytałam wypowiedź pewnego pana, który twierdził, że nieheteronormatywność należy postrzegać w kategoriach takiej samej patologii społecznej jak alkoholizm i narkomania. A właściwie nie. Pan nawet nie definiował tego jako patologii. Raczej, pobłażliwie stwierdzał: "młodość musi się wyszaleć". Szalona młodość, pijana, naćpana, bzykająca się z kimkolwiek, wyglądająca jakbądź... Wyraźnie jest bardziej akceptowalna niż człowiek, który prosi po prostu by mówić mu Irena.

Drodzy rodzice, przyjaciele.
Nie pozwólcie na cierpienie, które kończy się nożem, żyletką, nadmiarem tabletek lub życiem zrujnowanym alkoholem i dragami. Pokażcie swoim dzieciom, że mogą być kochane. Jako Tymek i jako Irena. Jako Tymek w Irenie i Irena w Tymku.
Proszę. Zobaczcie człowieka. A nie zbiór koniecznych do realizowania takich, a nie innych, pozornie uważanych za korzystne, norm.




Komentarze