Klaps




Pomijam fakt, że prawie 50% naszego społeczeństwa ma wewnętrzne przyzwolenie na bicie dzieci. Bicie dzieci! Klaps jest biciem dziecka. Jakkolwiek autor polemiki chciałby inaczej - jest biciem dziecka. Jest przemocą wobec niego. Pogodziłam się z tym przyzwoleniem społecznym, chociaż może bardziej właściwym byłoby - poddałam się z rezygnacja i bólem serca. I pomijam już ten fakt.
Jednak czytam dalej stwierdzenia:
- urząd Rzecznik Praw Dziecka powinien być jak najszybciej zlikwidowany;
- sądy stoją na straży zdrowego rozsądku wyłączając bezprawność stosowania środków przymusu wobec małoletnich, o ile wynika to z konieczności wychowawczej i mieści się w akceptowalnych społecznie normach;
- zakaz stosowania wobec dzieci kar cielesnych równy jest rozpadowi rodziny;
- Wychowanie polega na tym, żeby przełamać naturalną niechęć dzieci (???!!!) do obowiązków i zdrowych nawyków, co wymaga nierzadko właśnie jakichś form przymusu (OMG...);
itd…
I nie mogę uwierzyć. Wolność słowa to cudowne narzędzie społeczne. Dzięki niemu możemy zobaczyć nie tylko indywidualne poglądy jednostek słowa głoszące, ale także pewne trendy społeczne. W tym wypadku - trendy niebezpieczne. Czy jednak naprawdę, jako społeczeństwo chcemy niszczyć delikatną psychikę i emocjonalność naszych dzieci? Rację ma autor - tu już nie chodzi o tytułowe „klapsy” (czyli: bicie dzieci!) tu chodzi o systematyczne, odrealnione, oderwane od zdrowego rozsądku i całej współczesnej wiedzy na temat rozwoju człowieka - rojenia na temat kondycji małego dziecka. Jakoby istoty, którą kształtować mamy ogniem i mieczem, dla jej własnego dobra i dobra narodu.
Dziecko jest człowiekiem. Człowiekiem delikatnym, wrażliwym, wymagającym ogromu zrozumienia, a nie źle pojmowanej dyscypliny. I na pewno, jak każdy człowiek - ostatnie, czego potrzebuje - to przemocy i przekraczania jego granic. Dziecko nie jest zbiorem impulsów, jak chciałby tego autor. Jest autonomiczną jednostką, z uczuciami, potrzebami i swoimi możliwościami poznawczymi. Rolą dorosłego, jest wspierać je w rozwoju, a nie niszczyć w zarodku. Relacja między rodzicem a dzieckiem to nie wojna. Tymczasem autor postuluje, by kary cielesne były „bronią atomową” rodziców. To całkowite zaprzeczenie tego, czym powinna być rodzina. A powinna być środowiskiem wsparcia, bezpiecznym i chroniącym.
I na samym końcu:
naprawdę, naprawdę z wychowania dzieci TEŻ można zrobić sprawę polityczną? Czy wszystko musi być Jestem przerażona.

Komentarze